„Męska rzecz – dognać w biegu i uśmierzyć grzywy fal… Nasza rzecz – stać na brzegu, stać i wierzyć i patrzeć w dal…” – śpiewała przed laty Alicja Majewska. To bardzo ładna piosenka, ale gdyby w ten sposób myślała Maria Skłodowska-Curie, nie ośmieliłaby się prowadzić badań, które dały jej dwa Noble. Gdyby taką filozofią kierowała się Magdalena Bendzisławska, nie przejęłaby praktyki po mężu i nie leczyła wielickich górników.
Bendzisławska wiedzę i doświadczenie nabyła u boku męża Walentego. Gdy go zabrakło, nie czekała aż jakiś czeladnik przejmie schedę, lecz zakasała rękawy i 6 października roku 1697 uzyskała od króla Augusta II Mocnego dyplom potwierdzający zawodowe umiejętności. Na piśmie przyznano, że kobieta jest „chirurgiem w swym rzemiośle doskonałym” i może przejąć funkcję lekarza żupnego. Tym samym Magdalena Bendzisławska została pierwszą w historii Rzeczpospolitej kobietą-chirurgiem z udokumentowanym prawem wykonywania zawodu. Nie należała więc do owych partaczy, którzy wyuczywszy się przy mistrzu, jak nie przymierzając rzemieślnicy, częściej szkodzili niż pomagali.
Twarda jak wielicka sól
Z Magdaleny musiała być kobieta twarda jak skała. Cyrulicki fach to nie przelewki, a w XVII wieku nikt nawet nie słyszał o znieczulaniu pacjentów (na dobrodziejstwo eteru dietylowego trzeba było poczekać aż do połowy XIX stulecia!). Zatem Bendzisławska nastawiała górnikom kości, opatrywała rany, cięła ropnie „na żywca”. W jej „arsenale” znajdowały się narzędzia jak z horroru – ani skuteczne, ani precyzyjne. Cyruliczkę Magdę podziwiać należy tym bardziej, że na przełomie XVII i XVIII wieku medycyna częściej zgadywała niż wiedziała na pewno. Ledwie stulecie wcześniej zaczęto w Europie nieśmiało zaglądać do ludzkiego ciała, choć był i postęp – w roku 1628 angielski anatom William Harvey opublikował dzieło o krążeniu krwi. Czy Magdalena znała jego prace? Być może.
Tak czy owak był to ciężki kawałek chleba, ale Bendzisławskiej niejednego nieszczęśnika udało się poskładać. Z pewnością miała co robić, jako że 400 lat temu górnicza robota dostarczała nie tylko soli, lecz również wielu rozmaitych urazów. Ludzie zapuszczali się w głąb ziemi przy nikłym blasku kaganków, nie znali kasków, nie do końca też rozumieli prawa przyrody, narażając się naturze nieuważnym uderzeniem kilofa czy niefortunnym wyborem pieca. Nic więc dziwnego, że salina zadbała o bezpłatną opiekę medyczną dla swoich pracowników. Posada „chirurgusa” już w czasach Magdaleny miała w wielickiej kopalni dość długą tradycję. Pierwsza pisana wzmianka o lekarzu żupnym pochodzi z roku 1499.
Kobieta lekarzem? Nie ma mowy!
W wieku XIX Ambroży Grabowski zacytował cyrulicką przysięgę: „Ja N. przysięgam etc. iż szczerze, pilnie, wiernie i życzliwie chorych górników opatrywać, dobremi maściami goić, i aby żaden przez niedbalstwo moje umorzony nie był, z pilnością starać się będę. Od żadnego zapłaty nie wyciągając nad to co z żupy względem tego biorę, z wszelką pilnością około zdrowia chorych górników bez żadnego braku między osobami chodzić będę”.
Królewski dyplom to nie lada osiągnięcie. Pomyślmy – jeszcze pod koniec XIX wieku prof. Rydygier grzmiał, że nie godzi się, by kobiety zostawały lekarzami. Bywały położnymi, nawet chodziły na uniwersyteckie wykłady, ale… lekarzami?! W IV wieku p.n.e. w Atenach praktykowała Agnodike, ale żeby leczyć, bardzo długo musiała ukrywać swoją płeć. Jako pierwsza tytuł doktora nauk lekarskich zdobyła na uniwersytecie w Halle Dorothea Christiana Erxleben (1754). W Wielkiej Brytanii Elisabeth Garrett Anderson musiała uciec się do podstępu, by zostać dyplomowanym lekarzem (1865). W tym świetle poczynania Magdaleny Bendzisławskiej nabierają cech niemałej rewolucji i są ewenementem: żadna szeptucha, zielarka, znachorka, też nie akuszerka, po prostu pani chirurg!
Postać Magdaleny Bendzisławskiej przywrócił pamięci prof. Zdzisław Gajda, wieloletni kierownik Katedry Historii Medycyny Collegium Medicum UJ. Natrafił na krótką, acz intrygującą wzmiankę w „Tygodniku Krakowskim” z roku 1834. Nie wiemy zbyt wiele o Magdalenie, ale z całą pewnością nie jest ona tylko legendą jak Merit Ptah (staroegipska lekarka, której podobizna miała rzekomo znajdować się w grobowcu w pobliżu piramidy w Sakkara). Kobiety formatu Bendzisławskiej przecierały szlaki, inspirowały i dodawały odwagi. Wiele, wiele lat później Maria Skłodowska-Curie powie: „Trzeba mieć wytrwałość i wiarę w siebie. Trzeba wierzyć, że człowiek jest do czegoś zdolny i osiągnąć to za wszelką cenę”.