Żyjemy w wolnym kraju mocno wrysowanym w mapę Europy. Były jednak czasy, gdy mówienie po polsku należało do aktów heroizmu, a zaborcze mocarstwa robiły wszystko, by wymazać Polskę nie tylko z map, ale też ludzkiej pamięci. Polska jednak przetrwała na przekór germanizacji i rusyfikacji – przechowała się w sercach Polaków oraz w takich miejscach jak kopalnia soli w Wieliczce. W listopadzie roku 1918 wieliccy górnicy byli jednymi z pierwszych witających odrodzoną Ojczyznę.
Jesteśmy Polakami!
Na mocy traktatu rozbiorowego z roku 1772 Wieliczka wraz z kopalnią aż na 146 lat znalazła się pod władzą Austriaków. Na swój sposób szczęście, że Galicję i Lodomerię od Wiednia oddzielał solidny łuk Karpat. Wprawdzie nie bez powodu ukuto powiedzenia o „galicyjskiej biedzie” oraz „Królestwie Golicji i Głodomerii”, jednak zacofanie gospodarcze nie oznaczało ubóstwa kulturalnego - uzyskana w latach 60. XIX wieku autonomia pozwoliła m.in. na powrót języka polskiego do szkół i urzędów.
Wieliczka skutecznie opierała się germanizacji. Józef II wprawdzie gorąco wsparł akcję kolonizacyjną - w latach 1785-89 na Lednicy Dolnej (Niemieckiej) zamieszkali osadnicy z Moguncji oraz Trewiru, niemniej, jakby na przekór życzeniom cesarza, przybysze wkrótce zasymilowali się i w kolejnych pokoleniach uznali za Polaków. Podczas okupacji hitlerowskiej na ok. 8 tys. mieszkańców miasta zdeklarowanych Volksdeutschów było zaledwie 186.
Podobnie polonizacji ulegali urzędnicy i robotnicy słani do kopalni przez Wiedeń. Być może inspirowało ich braterstwo górników, którzy mieli nie tylko silne poczucie wspólnoty zawodowej, ale też narodowej. Pielęgnowali dawne tradycje, mówili po polsku i nigdy nie zapomnieli o wolności. Gdy wybuchła rewolucja krakowska (luty 1846), pracownicy saliny dopomogli Edwardowi Dembowskiemu opanować kopalnię i przekazali na rzecz powstania zawartość kasy salinarnej w wysokości 120 tys. zł reńskich. Potem zaś górnicy dzielnie stawali w krwawej i niestety przegranej bitwie pod Gdowem – wielu tam poległo.
Odetchnąć polskością
Nic zatem dziwnego, że w czasach zaborów wizyta w Kopalni Soli „Wieliczka” stała się patriotyczną powinnością. Do górniczego miasteczka przybywali Polacy z pozostałych zaborów, by dosłownie „nawdychać się polskości”. „Jechałem z dalekiej ziemi! Wprawdzie polskiej, lecz pochwyconej w szpony żelazne władztwa rosyjskiego; jechałem do ziemi polskiej, aby usłyszeć pieśń polską i ogrzać serce wolnempolskiem słowem. […] Dusza Słowianina, a w szczególności Polaka, wrażliwa ogromnie, nie mogła długo – długo przyjść do równowagi; rzekłbyś, ulatywała gdzieś wysoko i błądziła po przestworzach kopalni, która jest także jedną kartą naszej przeszłości…” – relacjonował w roku 1903 Czesław Jankowski i nie był w swych sądach odosobniony. Staszic, Chopin, Matejko, Moniuszko, Orzeszkowa, Prus, Asnyk, Paderewski… - oni wszyscy zwiedzali Kopalnię Soli w Wieliczce. W roku 1919 solnymi szlakami wędrował również Józef Piłsudski.
W roku 1903 w kaplicy św. Kingi pojawił się jednoznaczny detal: ambona, którą wykuł z soli Józef Markowski. Wielicki górnik-rzeźbiarz zawarł w swym dziele potężną dawkę patriotycznych symboli, ambona bowiem spoczywa na solnej pryzmie urobionej na kształt wawelskiego wzgórza z zamkowymi murami oraz wijącym się smokiem. Boki ambony zdobią Orzeł, Pogoń i Anioł z mieczami, czyli herby Polski, Litwy i Rusi.
Górniczą orkiestrę założono w roku 1830. Muzycy nie tylko uprzyjemniali turystom zwiedzanie kopalni, a kuracjuszom spacery po Parku św. Kingi, ale również pojawiali się podczas wielkich uroczystości: np. wmurowania kamienia węgielnego pod krakowską AGH w roku 1923, odsłonięcia Pomnika Grunwaldzkiego w roku 1910, 500-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego w roku 1900, sprowadzenia prochów Adama Mickiewicza w roku 1890.
Rząd dusz
Jednym z ważnych elementów górniczego patriotyzmu była i jest religijność. Aleksander Heiter von Schonweth, który do roku 1786 sprawował urząd naczelnika wielickiej saliny, zniósł wszystkie święta górnicze, z kolei na mocy reform józefińskich zakazano na terenie kopalni praktyk religijnych. Wyłomem w restrykcjach były msze sprawowane np. z okazji rocznic cesarskich czy książęcych wizyt w Wieliczce. Niezależnie od aktualnego kursu wiedeńskiej polityki, górnicy nieprzerwanie modlili się w podziemiach i pozdrawiali słowami „Szczęść Boże”. „W kaplicy św. Kunegundy […] z piersi przepełnionej czcią i wdzięcznością ku hojnemu Dawcy tych skarbów, wyrwała się błagalna pieśń: „Boże coś Polskę przez tak liczne wieki” – pisał w II połowie XIX stulecia Aleksander Kisielewski.
Wieliccy górnicy chętnie angażowali się w działalność powstałych pod koniec XIX wieku organizacji kulturalno-oświatowych („Lutnia”, „Sokół”). Pielęgnowana przez nich polskość, zaszczepiana kolejnemu pokoleniu, inspirowała do coraz śmielszych marzeń o suwerenności. Nadzieje nie były bezpodstawne, bowiem nawet w ubogiej Galicji słychać było, jak trzeszczy zmurszałe habsburskie imperium. Strzały w Sarajewie uruchomiły lawinę, spod której miały wyłonić się zupełnie nowe granice.
Vivat Polonia restituta
W przewartościowanym wielką wojną świecie wreszcie znalazło się miejsce dla Polski, które zagwarantował jej traktat wersalski. 30 października 1918 roku skapitulowała wojskowa załoga Krakowa i Cieszyna. Już 3 listopada w kościele św. Klemensa odprawiono dziękczynne nabożeństwo, następnie wieliczanie przy dźwiękach salinarnej orkiestry przeszli pod budynek magistratu, gdzie odbył się niepodległościowy wiec. 9 listopada szybom górniczym przywrócono bądź nadano polskie nazwy: Franciszek Józef na powrót stał się Regisem, a Rudolf Daniłowiczem. Cesarzowa Elżbieta zamieniła się w św. Kingę, Franciszek w Paderewskiego, a Józef w Kościuszkę. Stanisław Skoczylas oraz Edward Windakiewicz, wieliczanie, mocno związani z kopalnią, weszli w skład Polskiej Komisji Likwidacyjnej.