Nietypowy list dotyczący odcinkowego pomiaru prędkości na południowej obwodnicy Krakowa skłonił Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad do publicznej odpowiedzi. Autorka przekonywała, że trzy pasy między węzłami Łagiewniki i Wielicka pozwalały kierowcom sportowych samochodów prezentować możliwości pojazdów.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad otrzymała list krytykujący zamontowanie odcinkowego pomiaru prędkości na autostradzie A4, między węzłami Łagiewniki i Wielicka. Odpowiedź została wcześniej przekazana nadawcy, a następnie opublikowana wraz z treścią korespondencji.
Z oryginalnej wersji listu usunięto fragment odnoszący się osobiście do autorki. GDDKiA wyróżniła natomiast część wypowiedzi, która skłoniła ją do publicznego przedstawienia swojego stanowiska.
Autorka pisze o stracie czasu i spadku bezpieczeństwa
W liście kobieta stwierdziła, że często pokonuje wskazany fragment A4 nawet kilka razy dziennie. Jej zdaniem uruchomienie automatycznej kontroli średniej prędkości wiąże się ze stratą czasu i pieniędzy oraz pogorszeniem bezpieczeństwa.
Treść listu:
„Szanowny Panie Naczelniku,
pragnę zwrócić uwagę na niedawno postawione znaki D-51a i D-51b (automatyczna kontrola prędkości średniej) na południowym odcinku krakowskiego odcinka autostrady A4 (międzynarodowa E40), pomiędzy węzłem Łagiewniki a węzłem Wielicka. Jako osoba, która często przejeżdża przez w/w odcinek po kilka razy dziennie, jestem przerażona zaistniałą stratą czasu, pieniędzy oraz ekstremalnym spadkiem bezpieczeństwa ruchu drogowego.
O ile (…) jestem w stanie zorganizować sobie trasę omijając tenże odcinek - do niedawna jeden z najbezpieczniejszych na całej trasie A4 - o tyle nie jestem w stanie sobie wyobrazić konsekwencji przesunięcia ruchu transportu pojazdów, które Kraków w swojej długiej (nierzadko międzynarodowej) podróży zaledwie mijają. Codziennym widokiem jest dla mnie widok sportowych (i nie tylko) samochodów, które są zdolne rozwinąć prędkość powyżej 200 km/h, bez stwarzania zagrożenia dla kogokolwiek. Południowy odcinek ze względu na posiadanie aż trzech pasów szerokości był świetnym miejscem, aby kierowcy sportowych pojazdów o wysokich osiągach mogli zaprezentować możliwości swoich pojazdów. W momencie, gdy na najszerszym odcinku istnieje niemalże pewność otrzymania wysokiej kary w pieniądzu i punktach karnych, kierowcy tacy z pewnością będą prezentować swoje osiągi na innych odcinkach. Tylko dzisiaj osobiście dwukrotnie byłam świadkiem sytuacji, w której kierowca samochodu przed znakiem jechał z prędkością około 160-180 km/h, po czym gwałtownie zwalniał po minięciu znaku D-51a. W obie strony przed i za znakami D-51 znajdują się węzły drogowe. Przyspieszanie przy węzłach jest ogromnie niebezpieczne, podczas gdy między węzłami ryzyko wypadku jest bliskie zeru. Ponadto pragnę zauważyć, że spowalniane skrajnie lewego pasa do 140km/h, generuje więcej korków.
Apeluję do rozsądku Pańskiego oraz Pana przełożonych. Drogi szybkiego ruchu miały z założenia ułatwiać życie i upłynniać ruch drogowy - nie odwrotnie.”
Autorka argumentowała między innymi, że po wprowadzeniu pomiaru kierowcy mogą gwałtownie zwalniać przed kontrolowanym odcinkiem, a możliwości swoich samochodów prezentować w innych miejscach. Przekonywała również, że jazda z dużą prędkością między węzłami nie stwarza zagrożenia, a ograniczenie prędkości na lewym pasie powoduje korki.
GDDKiA: sportowe osiągi należy sprawdzać na torze
W odpowiedzi GDDKiA odrzuciła sposób postrzegania autostrady jako miejsca przeznaczonego do sprawdzania osiągów samochodów. Instytucja zaznaczyła, że drogi publiczne służą wszystkim użytkownikom, poruszającym się pojazdami o różnych właściwościach.
Odpowiedź GDDKiA
Autorka listu uważa, że droga szybkiego ruchu to miejsce do prezentowania możliwości swojego pojazdu. Mówiąc wprost – im lepsza droga, tym mocniej trzeba docisnąć gaz. Otóż nie. W tym celu można prywatnie wynająć tor wyścigowy. Autostrada to nie wybieg, na którym z dumą pokazujemy, czym jeździmy. Nie po to budujemy te drogi.
Autostrada, tak samo jak ekspresówka czy np. droga powiatowa, to drogi publiczne. Oznacza to, że nie jesteśmy na nich sami. Nie zaprojektowano ich z myślą o kierowcach sportowych aut, którzy chcą popisać się osiągami swoich maszyn. Zbudowano je dla dziesiątek tysięcy kierowców, którzy każdego dnia jadą nimi do pracy, szkoły lub w zwykłą podróż. Poruszają się przy tym różnymi samochodami – niektórzy lekkim, niewielkim autem osobowym, ktoś inny nisko zawieszoną limuzyną czy też wysokim dostawczakiem. Każdy z tych pojazdów inaczej reaguje na gwałtowne manewry, inaczej zachowuje się na zakręcie, inaczej przyspiesza.
Jednak każdego z kierowców tych aut obowiązują te same zasady i przepisy, w tym również identyczne ograniczenia prędkości. Kiedy wszyscy ich przestrzegają, nikt nie jest na drodze zaskoczony dziwnym zachowaniem innych kierowców. Wtedy też, przygotowując się do wyprzedzania, nie zobaczy nagle w lewym lusterku szybko zbliżającego się auta, pędzącego z prędkością ponad 200 km/h. Taki drogowy pirat nie prezentuje możliwości swojego pojazdu. Stwarza przede wszystkim śmiertelne zagrożenie dla siebie i innych.
Ile jeszcze musi się zdarzyć, żeby niektórzy kierowcy to zrozumieli.
GDDKiA podkreśliła, że wszystkich kierowców obowiązują te same przepisy i ograniczenia prędkości. Zwróciła też uwagę, że pojawienie się samochodu jadącego z prędkością przekraczającą 200 km/h może zaskoczyć osobę przygotowującą się do wykonania manewru wyprzedzania.